Niemiecki

j. niemiecki

Nazywam  się  Agnieszka  Oszmiańska-Polowy,  jestem  germanistką  i  mam  przyjemność  uczyć  Dzieci  w Mokronosku języka  niemieckiego.  Dlatego  też  pozwalam  sobie  na…  słowo  wyjaśnienia…

  • Dlaczego  nasza  lekcja  jest  taka  krótka  (choć  trwa  dokładnie  40min )?
  • Dlaczego  chce  nam  się  razem po  prostu  bawić  (choć  tak  naprawdę  to  ciężka  praca)?
  • Dlaczego  jednym  z  pierwszych  zdań,  które  dzieci  chciały  stosować  to  „Schade   um  die   Zeit!” czyli „szkoda  czasu/  nie  traćmy  czasu!”  (gdy  celowo  chciałam  odbiec  od  lekcji  rozmową  nie  na  temat)?
  • Dlaczego  nasza  nauka  to  ciągłe  „odkrywanie  prawdy”,  jak  powstało  każde  niemieckie  słowo  (Schloss  to  pałac,  zamek,  bo  szlocha  w  nim  księżniczka,  zakochana  w  rycerzu  –  tata  król  nie  zezwolił  na  ożenek,  bo  rycerz  dłubał  w  nosie  –  ot,  i  taki  jest  ich  los)?

Zgodnie  z  najnowszymi,  naukowo  udokumentowanymi (metoda  analizy  rezonansu  obrazowego  mózgu  w  czasie  nauki *)  osiągnięciami  neurodydaktyki,  prowadzone  przeze  mnie  zajęcia  opierane  są  przede  wszystkim  na  wsparciu  pracy  pamięci  proceduralnej. Ta  bowiem  odpowiedzialna  jest  za  „pozyskiwanie”  nowych  wiadomości. Pamięć  proceduralna  nazywana  jest  „uchem  igielnym”,  gdyż   stanowi  bardzo  wąskie  drzwi  do  ogromnego  magazynu,  jakim  jest  umiejscowiona  w  strukturach  korowych  mózgu  pamięć  długotrwała.   Nie  można  przy  tym  zlekceważyć  faktu,  że  mózg  dziecka  uwolni  niezbędne  neuroprzekaźniki  dopiero  w  momencie,  gdy  sam  uzna,  że  coś  jest  ciekawe,  potrzebne,  zabawne  lub  zaskakujące.  Nie  można  oczekiwać,  że  dziecko  uzna  materiał  za  potrzebny,  nie  posiada  bowiem  jeszcze  tak  rozwiniętej  analizy  krytycznej  w  danym  obszarze.  Dlatego  też  stymulacja  motywacji  jako  pochodnej  ciekawości  i  wspieranie  procesu  wprowadzania  nowego  materiału  systemem  skojarzeń,  nawet  dywergencyjnie  uchodzących  za  absurdalne,  może  przynieść  i  na  ogół  przynosi  najlepsze  efekty.

Praktyka  i  intuicja  podpowiadają,  że  proporcja  między  wprowadzeniem  nowego  materiału (wzbudzanie  motywacji  do  uaktywnienia  pamięci  proceduralnej) a  jego  ćwiczeniem  (w  celu  umiejscowieniu  go  w  zasobach  pamięci  długotrwałej)  powinna  wynosić  przynajmniej  1  do  3.  Bez  możliwości  aktywnego  przetwarzania  nowych  informacji,  neurony  nie  mogą  włączyć  ich  do  istniejącej  już  struktury  wiedzy.  Dlatego  nie  opieram  się  na  metodach  poznawczych,  w której  uczniowie  dowiadują  się  w  szkole,  czego  muszą  nauczyć  się  w  domu.  Z  tego  też  powodu  nie  zdecydowałam  się  na  ograniczenie  wzrokowego  i  emocjonalnego  kontaktu  dydaktycznego  i  zdwojeniu  trudności  percepcyjnej  (forma  fonetyczna i  forma  pisemna  jednocześnie)  i  nie   wprowadziłam  podręczników  i  ćwiczeń  do  wypełniania.

Dzieci  ucząc  się  wielu  słów  i  na  ich  bazie  trudniejszych  i  ciekawszych  sformułowań  i  wypowiedzi,  same  będą  odgadywać  zasady  panujące  w  danym  języku.  Tworzenie  reguł  gramatycznych  z  dużej  ilości  pozyskanych  przykładów  jest  efektem  naturalnego  dla  mózgu  sposobu  poznawania  języka,  zarówno  ojczystego  jak  i  obcego. (Tym  sposobem  umiemy  przecież  odmienić  słowo,  którego  wcześniej  nigdy  nie  słyszeliśmy  –  bo  domyślamy  się  jak  może  brzmieć – na  podstawie  doświadczenia  pozyskanego  z  używania  innych  słów.)  Mechanizm  ten  potwierdza  angielską  zasadę  stosowana  w  nauczaniu  języków  obcych  „Speak  now,  learn  later”.

 

*porównaj:  M.Żylińska  „Neurodydaktyka.  „Nauczanie  i  uczenie  się  przyjazne  mózgowi”   Wydawnictwo  Naukowe  Uniwersytetu  Mikołaja  Kopernika,   Toruń  2013